Prawda i Mity o tym, co Najważniejsze

abstract-g1ccc58173_1920

Kiedy rozmowa schodzi na temat intymności, nadal funkcjonujemy w ogromnej liczbie różnych mitów, legend, domysłów i iluzji dotyczących tej delikatnej sfery.
Dzieje się tak dlatego, że nasza wiedza, umiejętności, nawyki, preferencje i gusta pochodzą z bardzo różnych źródeł: własnego doświadczenia, przekonań i zasad wyniesionych od rodziców, bliskiego otoczenia, kultury, literatury, religii, geografii i wielu innych czynników.
Jak więc odróżnić prawdę od fikcji?

Pierwszy mit, który omówimy, dotyczy przekonania, że kobieta zawsze jest gotowa na zbliżenie, ponieważ – w przeciwieństwie do mężczyzny – nie ma erekcji. Znane powiedzenie: „Niech on teraz popracuje, a ja sobie poleżę.”

Kobiety z kolei są często przekonane, że jeśli u mężczyzny pojawiła się poranna erekcja, ale z jakiegoś powodu jej nie wykorzystał, to znaczy, że masturbuje się, zdradza albo – co najgorsze – już jej nie kocha.
Tymczasem poranna erekcja to po prostu fakt fizjologiczny. W żaden sposób nie świadczy o aktualnym pożądaniu mężczyzny. Tak samo jak kobieta nie ma obowiązku być gotowa na intymność na każde zawołanie czy sygnał partnera.

Za gotowość i chęć współżycia odpowiada wiele różnych czynników – specjaliści mówią nawet o około dwustu.

Jednym z najbardziej znanych jest konstytucja seksualna, która jest wrodzona – zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet. U jednych jest wysoka, u innych średnia, a u jeszcze innych niska – i wszystkie te warianty są absolutnie normalne.

Czy można określić swoją konstytucję seksualną? Oczywiście.
Ale co jeśli partnerzy mają podobny temperament, zakochali się, stworzyli związek, a mimo to nie ma pożądania? Dlaczego?

Tu pojawia się kolejna iluzja: przekonanie, że jeśli w związku jest miłość, to wszystko inne „samo się ułoży”. Wiele osób wpada w tę pułapkę. Tymczasem harmonia w sferze intymnej może istnieć zarówno przy obecności miłości, jak i bez niej. I odwrotnie – nawet przy silnej miłości relacje intymne mogą się nie układać.

Dlatego że miłość ≠ intymność.
„Jeśli kochasz, to powinnaś/powinieneś chcieć bliskości wtedy, kiedy ja chcę. A jeśli nie chcesz – to znaczy, że nie kochasz.”

Zdradzę sekret: chęć lub brak chęci na zbliżenie jest czymś zupełnie naturalnym – tak samo jak to, że rano możemy mieć ochotę na kawę albo herbatę… albo nie mieć jej wcale.

Miłość to głębokie przywiązanie do drugiej osoby, obejmujące silne pozytywne emocje i stany psychiczne. Nie zależy ona od naszego chwilowego samopoczucia, zmęczenia, alkoholu, chorób, przyjmowania antykoncepcji hormonalnej (tabletek), diety czy typu konstytucji seksualnej.

A libido to wskaźnik naszego zdrowia. Nie ma ono jednej normy – stale się waha i bezpośrednio zależy od temperamentu seksualnego oraz czynników, które opisałam powyżej.

Możesz kochać człowieka do księżyca i z powrotem, ale w danej chwili nie mieć ochoty nie tylko na niego — nawet Brad Pitt z Johnnym Deppem by cię nie ruszyli. Bo stres w pracy, dziecko chore, a organizmowi brakuje magnezu i testosteronu.

Tylko jakoś dla większości to wcale nie są wystarczające powody, by odmówić wymuszonej przyjemności, kiedy w ogóle się jej nie chce. Bo przecież nie można zawieść swojej „miłości”. Ciała — owszem.

Fajnie jest, gdy pragnienia partnerów się pokrywają, a jeśli nie — nie warto rozdzierać na sobie sukni w imię społecznych manipulacji.

Rozumiejąc to wszystko, nie trzeba już uciekać się do różnych sztuczek i wymówek o wiecznym bólu głowy, zmęczeniu i innych trikach. Takich jak np. zakładanie biznesu, w który można się zanurzyć na 48 godzin na dobę. Ciało nie będzie wtedy uruchamiać psychologicznych i fizjologicznych mechanizmów obronnych, takich jak swędzenie czy wysypka w intymnych miejscach, ani „obrastać” dodatkowymi kilogramami, obniżając poziom testosteronu.

To samo dotyczy mitu o miłości, na który najbardziej podatne są kobiety, sądzące: „jeśli kocha, to sam się domyśli”. A jak mężczyzna ma się domyślić? Poznaliście się w „Bitwie Ekstrasensów”?

Nikt nie ma obowiązku z góry znać twoich preferencji, pragnień ani granic tego, na co jesteś gotowa, by czerpać przyjemność. Po prostu powiedz wprost, co i jak sprawia ci przyjemność, a czego nie robić. Jeśli dokładnie wiemy, co nam daje przyjemność, a mimo to uparcie o tym milczymy — zaczynają się niebezpieczne gry psychologiczne, służące zupełnie innym, nieszczerym celom.

Kolejny popularny mit mówi: „Jeśli mężczyzna lub kobieta akurat nie mają stałego partnera, to partner ‘dla zdrowia’ jest wręcz niezbędny”. Tak przekonują nas przyjaciółki, znajomi, a nawet — nie ma co ukrywać — niektórzy ginekolodzy.

Co mogę na to powiedzieć? Dokąd mają pójść biedni ludzie po takich „radach” pseudosekspertów? Chyba tylko do psychologa — żeby odbudować zachwianą samoocenę. I to w najlepszym przypadku. W najgorszym — do poradni chorób wenerycznych. Nikt jeszcze nie umarł z powodu wstrzemięźliwości.

Nie mogę też nie wspomnieć o powszechnym błędnym przekonaniu dotyczącym długości stosunku. Temat gorący, spory trwają, emocje buzują i mieszają w głowach zarówno młodym, jak i tym, którzy już dawno dorośli i byli niemile zaskoczeni rzeczywistością. Okazuje się, że w rzeczywistości nie trwa to godziny, jak pokazują popularne filmy i opowiadają „wszechwiedzący fantazjatorzy”.

Uspokajam niewtajemniczonych: medyczne normy minimalnego czasu trwania aktu miłosnego zaczynają się od około 1,5 minuty. Jest jednak ważne zastrzeżenie: oboje partnerzy w tym czasie zdążyli odczuć przyjemność, satysfakcję i rozładowanie napięcia.

Gra wstępna nie jest wliczana w ten czas!

Przysłowiowym, bezdyskusyjnym liderem wśród mitów — szczególnie wśród nastolatków i mężczyzn — jest mit o rzekomych rozmiarach. Jak powiedział dziennikarz i pisarz W. Szachidżanian: „Umiej korzystać z tego, co posiadasz”. Każda osoba, z którą masz do czynienia, może mieć zupełnie różne preferencje, w tym dotyczące wielkości męskiego członka. Kobiety z reguły preferują większe rozmiary w przypadku przelotnych relacji, a bardziej skromne w trwałych i długoterminowych związkach.

Innym ciekawym mitem, który obrósł różnymi szczegółami i pseudonaukowymi uzasadnieniami, jest jednoczesny orgazm partnerów. Mogę powiedzieć, że dobrze jest już to, że orgazm w ogóle występuje. Nawet jeśli nie za każdym razem. A już na pewno jednoczesny orgazm nie daje żadnych dodatkowych „bonusów”. On nawet nie wie, że przypisano mu taką odpowiedzialność.

Aby nie pozostawać w iluzjach dotyczących różnego rodzaju błędnych przekonań, warto zwracać się do kompetentnych specjalistów. Życzę wszystkim szczęścia, wzajemnej miłości i oczywiście zdrowia!

Autorką tekstu jest psycholog i seksuolog Irina Makina
Zapraszamy na spotkania z panią Iriną na naszej platformie!

👆 Zapraszam na Jogę Twórczości, na której otrzymasz nową wiedzę, ciekawe informacje min. o mózgu oraz popracujesz terapeutycznie.

👌 TELEGRAM – BYĆ ZDROWYM

👆 Zapraszam do profilaktyki chorób za pomocą homeopatii – skuteczne leczenie za pomocą małych dawek/ kontakt@emma-lange.pl

👆 Chcesz wiedzieć więcej? Zapraszamy do nas, na wykłady, webinar, do naszego sklepu.

👆 Zapraszamy do naszej Akademii Integralnej i Twórczej Psychologii.

 
 

Dane FUNDACJI

Kontakt

Dane FUNDACJI

Kontakt